piątek, 6 października 2017

Rozdział 1

          Za oknem szalała burza, kiedy młodziutka dziewczyna zabierała swoje porozrzucane rzeczy. Każdy kolejny grzmot przyprawiał ją o gęsią skórkę. Wszystkim dookoła wmawiała, że nie ma się czego bać, podczas gdy sama najchętniej wpełzłaby pod łóżko i zakryła uszy.  Jednak ograniczał ją czas, dlatego też starała się skupić na nuconej przez siebie melodii niż na dźwiękach dobiegających z zewnątrz.  Szło jej to dość opornie, ale jakoś dała radę uporządkować wszechogarniający bałagan nie wychodząc przy tym z pokoju ani razu. Niejako była dumna z samej siebie, że nie wybiegła z pomieszczenia z przeszklonymi oczami.  Niestety nic nie trwa wiecznie i już kilka sekund później, po mieszkaniu rozniósł się nie tylko odgłos gromu, ale i trzask zamykanych drzwi. Brązowowłosa wpadła do kuchni, potykając się o próg. Przed upadkiem ochronił ją stół, na którym się wsparła. 
- Myślałem, że już tu nie przybiegniesz – powiedział siwowłosy mężczyzna unosząc wzrok znad książki. 
- Wiesz, zgubiłam się na ścieżkach życia – prychnęła dziewczyna – Dziękuję, że przyszedłeś sprawdzić, czy nic mi się nie stało. 
- Stwierdziłem, że jakoś dajesz sobie radę, skoro nie słyszałem żadnych pisków, ani twojego biegania…Aż do teraz – odparł, odkładając książkę na blat. Po chwili wpatrywania się w swoją podopieczną, podniósł się i podszedł do niej, rozkładając ramiona. 
- Chciałbyś – fuknęła i udała, że nic ją nie rusza. Wystarczył kolejny głośny huk, by przytulała się do ojca niczym pięcioletnie dziecko. 
- Jak ty chcesz zostać ninja, skoro boisz się nawet burzy? – uśmiechnął się, kiedy mocniej zacisnęła pięści na jego bluzie. 
- Przestanę się bać – wymamrotała prosto w jego klatkę piersiową, przez co jej słowa były trochę niezrozumiałe. Pomimo tego mężczyzna doskonale wiedział, co powiedziała, w końcu nie pierwszy raz znaleźli się w identycznej sytuacji. 
- Powtarzasz to od rozpoczęcia akademii. Shion, nie sądzę, aby to się zmieniło – wypuścił dziewczynkę z objęć i podszedł do lodówki wyciągnąć coś do jedzenia. 
- Ty nigdy we mnie nie wierzysz – naburmuszyła się i skrzyżowała ramiona na piersi. Gdyby nie przerażała ją tak ta burza, to dawno wyszłaby z kuchni. 
- Wierzę, wierzę… – machnął ręką, nie patrząc w jej stronę – Chcesz płatki, czy mam pójść coś kupić? 
- Zjem to, co jest. Nie zostawisz mnie samej – usiadła na krześle i popatrzyła na niego – A tak na marginesie: nie miałeś przypadkiem dzisiaj spotkania ze swoją drużyną? 
- Nie. Pamiętałbym… - Shion podniosła jedną brew w geście niedowierzania, po czym wsłuchała się w dalszą część wypowiedzi – Ale chyba ty powinnaś już wychodzić. 
- Daj mi zjeść – mruknęła, opuszczając głowę w dół.  Na myśl o tym, że będzie musiała wyjść podczas takiej pogody, aż nią trzęsło. 
- Jedz – rzucił mężczyzna, kiedy postawił przed nią miskę z czekoladowymi płatkami. Zawsze zastanawiał się, jak można jeść coś tak słodkiego, jednak nigdy nie zadał jej tego pytania.  Widząc, jak brązowowłosa zabiera się za posiłek, wrócił do czytania jakże wspaniałej powieści Jiraiyi. Wciągnął się na tyle, że nie zauważył jak Shion wstała od stołu i podeszła do niego. Dopiero, gdy literki zniknęły mu sprzed oczu wrócił do rzeczywistości. Na dworze rozpogodziło się na tyle, by dziewczyna mogła w miarę spokojnie wyjść z mieszkania. 
- Oddam jak wrócę! – krzyknęła i wybiegła z domu. Siwowłosy przeklął w myślach.  Po raz enty nie mógł w spokoju skończyć czytać, ponieważ znowu ktoś mu bezczelnie przerwał. Nie mając nic do roboty, poszedł po jakieś zakupy, gdyż lodówka zaczynała świecić pustkami. 
          
         W tym samym czasie Shion prawie dotarła na miejsce spotkania z senseiem. Zdziwiło ją to, że nie umówili się, na którymś z placów treningowych tylko kilka metrów od dzielnicy zamieszkanej przez członków klanu Hyuga. Zatrzymała się pod jednym z okolicznych drzew i rozejrzała dookoła w poszukiwaniu swoich przyjaciół. Jednak oprócz zmierzającego w jej stronę Yuuseya, nie ujrzała nikogo innego. Była trochę tym zmieszana, ale starała się nie dać tego po sobie poznać. Kopnęła kamyczek, znajdujący się obok jej buta i wyszła z cienia. Uśmiechnęła się delikatnie i ruszyła w kierunku białookiego. Czuła się znacznie lepiej niż kilkadziesiąt minut temu, ponieważ po burzy nie został już prawie żaden ślad. Słońce świeciło tak mocno, jakby chciało jej wynagrodzić chwile strachu. 
- Cześć mała! – Hyuga poklepał ją po głowie, gdy tylko podeszła. Robił tak, od kiedy się poznali, traktował ją niemalże jak młodszą siostrę. 
- Gdzie reszta? – zapytała, przypatrując się uważnie czarnowłosemu. 
- Nie ma i nie będzie.– odwrócił się i zaczął kierować się w stronę wejścia na teren klanu – Idziesz, czy będziesz tak tam stała? 
Wpatrywała się w jego plecy by po chwili podbiec i zrównać z nim krok.  Zazwyczaj zachowywał się normalnie, ale jeśli chodziło o trening był bardzo wymagający. Shion spodziewała się więc, że nie będzie lekko i może dojść nawet do uszkodzenia jej bębenków przez krzyki Yuuseya. Mimo swojego młodego wieku, dostał pod opiekę trójkę geninów, co świadczyło o zakresie jego możliwości. Niejednego doświadczonego jonina dziwiło, że taki młokos może uczyć innych, przecież to niemożliwe, żeby miał jakiekolwiek doświadczenie. A jednak. Nie należy sądzić książki po okładce i Yuusey był tego doskonałym przykładem. 
- Co tak ucichłaś? – zwrócił się do Shion, gdyż ta nie odzywała się prawie w ogóle, co było dla niego nowością. Zwykle rozgadana dziewczynka, szła obok niego ze spuszczoną głową, nie zamieniając z nim ani jednego słowa. 
- Nic! – wypaliła szybko. Według mężczyzny nawet za szybko. 
- Kłamiesz – zatrzymał się i kucnął przed nią – Co jest? 
- Czuję się dziwnie. Każdy kogo mijaliśmy patrzył na mnie, jak na jakąś kosmitkę – mruknęła, cały czas unikając wzroku swojego senseia.  On jedynie pokręcił głową z rozbawieniem i położył dłoń na jej ramieniu. 
- Nie przejmuj się. Jak cię poznają, to przestaną – uśmiechnął się pocieszająco. Shion zastanawiała się, co oznacza, że ją poznają. Czyżby miała pojawiać się tu częściej? Nie śmiała, jednak zadać tego pytania na głos, więc jedynie rozważała możliwe rozwiązania w myślach. 
- Sensei… – zawahała się – Po co tak właściwie mnie tu przyprowadziłeś? – dokończyła już nieco pewniej, jednak dalej jej głos delikatnie drżał. Nie wiedziała dlaczego tak się zachowuje, ale przeczuwała, że coś się stanie i to nie koniecznie dobrego… Przynajmniej dla niej. 
- Zaraz się wszystkiego dowiesz – odparł z szerokim uśmiechem. Shion spojrzała na Hyugę i miała najszczerszą ochotę palnąć go pierwszym, lepszym kamieniem w głowę, jednak powstrzymała się ze względu na miejsce, w którym się znajdowali.  
- Czy ja widzę ten cudowny grymas niezadowolenia? – zaśmiał się, widząc minę dziewczyny, która słysząc te słowa fuknęła cicho i odwróciła głowę.  
- No już, już… Chodź, bo właśnie idzie nasz pomocnik – zerknęła przed siebie, jednak grzywka zasłoniła jej widok. Zmuszona przez własne włosy wyprostowała się w tym samym momencie, w którym rzekomy pomocnik pojawił się przed nimi. Cofnęła się o krok zaskoczona całkiem bliskim spotkaniem z chłopakiem. Spodziewała się dosłownie każdego, ale nie kolejnego Hyugi. 
- Shion to jest… 
- Wiem, kto to – przerwała Yuuseyowi – Cześć. 
Białooki nic nie odpowiedział tylko kiwnął głową. W Shion coś się zagotowała w tamtym momencie. Wiedziała, że Neji nie odzywa się zbyt często, ale sądziła, że chociaż jej odpowie. Przeliczyła się. Od rozpoczęcia nauki kontakt Nejiego z Shion całkowicie zanikł. Dlatego też nikt praktycznie już nie wiedział, że ta dwójka się zna. Yuusey wyczuł, że coś jest nie tak i postanowił zabrać ich na plac treningowy. Nie chciał bowiem, żeby jego plan spalił na panewce od razu na samym początku.  
  
    Minęła kolejna godzina treningu, a straszy Hyuga nie zamierzał odpuścić ani jednemu, ani drugiemu. Oczywiście pilnował, żeby nie wyrządzili sobie nawzajem większej krzywdy... chociaż Shion miała już kilka dość dobrze widocznych siniaków oraz zadrapań. Chcąc uniknąć kolejnego ataku odskoczyła na znaczną odległość od chłopaka i spojrzała na niego spod grzywki, która opadła na jej oczy. Neji przez chwilę przyglądał się młodej Hatake. Musiał przyznać, że był lekko zdziwiony wytrzymałością dziewczyny, ponieważ zapamiętał ją jako beksę. Czasami miał ochotę wrócić do tamtych chwil, jednak postanowił się trzymać ścieżki, którą sam sobie wyznaczył.  
- Strata czasu. - mruknął. Nie myślał tak. Nawet nie chciał nigdy tak myśleć.  
Shion wyprostowała się gwałtownie na dźwięk tych słów. Dla niej nie istniało coś takiego jak strata czasu. Nie potrafiła pojąć, co wstąpiło w Nejiego. Przestała go rozumieć już dawno, ale w dalszym ciągu łudziła się, że może w jakimś stopniu jeszcze go zna. Zacisnęła dłonie w pięści i spojrzała prosto w oczy chłopaka. 
- To po co tu jesteś?! - warknęła i odstawiła jedną nogę do tyłu - Przecież masz tyle ciekawszych zajęć!  
- Masz rację - kiwnął głową - Skończmy się bawić. 
Dziewczyna zmrużyła delikatnie oczy i starała się pojąć sens jego wypowiedzi. Zrozumiała ją wtedy gdy zobaczyła do czego szykuje się młody Hyuga. Była przekonana, że tylko członkowie głównego domu potrafią wykonać tę technikę. Przynajmniej tego dowiedziała się od Yuuseya. Przygryzła dolną wargę, obserwując ruchy Nejiego.  
Hakke Rokujūyon - skoczyła w tył. Zdała sobie sprawę, że młody Hyuga nie żartował. Niby odległość między nimi była spora, a jednak na znajdowali się na tyle blisko, by Shion nie mogła w żaden sposób uciec. A przynajmniej nie potrafiła tak szybko wymyślić odpowiedniego rozwiązania.  
- Neji, przestań! - Yuusey chwycił chłopaka za kołnierz bluzki. Jego ton w tamtym momencie był stanowczy, ale nie ostry. Hatake słysząc ten głos momentalnie przeniosła wzrok na senseia. Pierwszy raz słyszała, żeby mówił cokolwiek takim głosem. Zazwyczaj albo się darł na jej drużynę, albo po prostu był spokojny. Jednak tym razem powaga jaka biła od starszego Hyugi zmroziła krew w żyłach młodziutkiej kunoichi. Potrząsnęła głową żeby otrząsnąć się z szoku. 
- Czy ty chciałeś mnie zabić?! – ryknęła. Zrobiła kilka kroków w ich kierunku 
- Gdybyś nie była słaba... 
- Zamknij się! - kolejny krzyk zdarł jej gardło  
Chciała dodać coś jeszcze, wyrzucić całą swoją frustrację i gniew, które zdążyły się w niej zebrać w przeciągu tych kilku minut. 
- Zmieniłeś się... Nie poznaję cię - szepnęła. Nie była w stanie tego wykrzyczeć, a przynajmniej nie teraz. Opuściła głowę i uśmiechnęła się boleśnie.  Cały żal przelała na uśmiech, a właściwie na coś na kształt uśmiechu. Odwróciła się i powoli zaczęła odchodzić. Przystanęła na chwilę i obejrzała się, by spojrzeć na Yuuseya. 
- Lepiej będzie jak już pójdę.  
- Shion! Zaczekaj! - starszy Hyuga wypuścił młodszego z uścisku - Wszystko w porządku?  
- Tak – machnęła ręką i powoli zniknęła z ich pola widzenia. Czuła się źle. W zasadzie ostatni raz kiedy nie wiedziała, co ze sobą zrobić był wtedy, gdy Neji oznajmił, że kończy z nią znajomość. 'Nie zobaczy jak płaczę.'  
Przysięgła sobie już dawno i za każdym razem to powtarzała. Za każdym razem, gdy była bliska płaczu. 
  
    Wracała do domu późnym wieczorem. W sumie była już noc, jednak Shion nie odczuwała tego. Wydawać by się mogło, że zapomniała o czymś takim jak czas. Szła wolno, wpatrując się w drogę pod swoimi stopami. Podniosła wzrok dopiero, gdy znalazła się niedaleko Akademii. Spojrzała na drzewo, pod którym niegdyś się bawiła. Chwilę później spojrzała na swoje dłonie.  

          Wpatrywała się  w już zaschniętą na nich krew. Pociągnęła nosem i po raz kolejny z jej oczu popłynęły łzy. Rany ponownie ją zapiekły kiedy zacisnęła pięści. Bolało. I to bardzo. Wytarła oczy nadgarstkami, jednak to nic nie dało, w dalszym ciągu świat rozmywał się w jej oczach. Nienawidziła wówczas tego miejsca. Po raz kolejny potknęła się i upadła przez korzenie wystające z ziemi raniąc dłonie i kolana. Zamknęła oczy. Myślała, że w ten sposób ból zniknie. Minęła zaledwie chwila, a dziewczynka poczuła podmuch powietrza na dłoniach. Uniosła powieki i zobaczyła brązowowłosego chłopca, który lekko pochylał się przed nią. Dmuchał na rozcięcia, których nabawiła się Shion. Zaczęła mu się przyglądać. Nie miała pojęcia co on robi, ale dłonie przestawały szczypać.   
         - Shi, uważaj następnym razem - odezwał się chłopczyk.  
         - Dziękuję - uśmiechnęła się szeroko.  
  
    Pokręciła głową, by pozbyć się wspomnień. Nie powinna była tu przychodzić. W jednym momencie odwróciła się i ruszyła w stronę domu.  
    Obserwował ją z daleka. Sprawdzał, czy naprawdę nic się jej nie stało. Jednak kiedy ruszyła niemalże biegiem do mieszkania, Hyuga również zaczął zmierzać do siebie. Nie widział potrzeby, żeby iść za Hatake, aż do samych drzwi wejściowych.   
- I po co za nią poszedłeś?  
- Nigdzie nie poszedłem... 
  
- Wróciłam! - krzyknęła, gdy wpadła do kuchni. Nie dostała żadnej odpowiedzi, więc zaczęła się rozglądać. Zauważyła, że na stole leży karteczka. 'Wrócę późno. Zjedz kolacje, idź spać i nie czekaj na mnie. Jedzenie jest u ciebie w pokoju'  Uśmiechała się co raz szerzej, czytając kolejne słowa. Chociaż na koniec dnia mogła poczuć trochę radości.  



~~~~~~~~
Od Autorki: W pierwotnym stanie ten rozdział był około 3 razy dłuższy, ale stwierdziłam, że go podzielę... Nie pytajcie dlaczego, sama nie wiem >.<  Ogólnie rozdział miał się pojawić kilka dni temu, jednak kiedy mieszkasz w internacie i dyrekcja postanawia odciąć wi-fi, to właśnie takie poślizgi się robią xD 
Jakoś szczególnie nie jestem zadowolona z rozdziału, aczkolwiek gdyby całkowicie mi się nie podobał, to na pewno by go tu nie było. Cóż więcej mogę tu napisać. Kolejny będzie dłuższy i ciekawszy ( chyba ) 
W zamyśle rozdział pierwszy miał być taki troszkę mniej opisowy i nie wchodzący za bardzo w szczegóły. Wszystko będzie się wyjaśniać w kolejnych rozdziałach itd...  ( jak ja to chaotycznie piszę xD )
Tak, więc to tyle ode mnie ^.^ Za wszelkie błędy, które gdzieś tam się pojawiły przepraszam   
~ Pozdrawiam cieplutko ^.^